16 lutego 2013

10.Chapter



Justina punk widzenia :



Stałem i patrzyłem na nią , zastanawiałem się co mi odpowie- byłem pewien jednego, nie chciałem usłyszy słowa 'Nie' . Bałem się jak cholera ale nie okazywałem tego.
Jej oczy pojaśniały ,to uczucie które mnie ogarnęło,poczułem że będzie dobrze.
Tak było, jej słowo... jedno słowo wszystko zmieniło w moim życiu na dobre. ' Tak'
zgodziła się.
Dała mi szansę i nie chciałem tego schrzanić. Cassie otworzyła swoje serce dla mnie.
Chciało mi się krzyczeć z radości -czego mogłem chcieć więcej .
Teraz zależało mi na tym by pokazać jej że nie będzie żałować swojej decyzji.

Widać było że jest zmęczona nie chciałem się z nią rozstawać, ale też nie chciałem być bardziej namolny. -Pożegnałem się z nią całując ją w usta, na jej twarzy było widać radość i ulgę. Odwróciłem się ,szedłem w stronę windy, miałem szczęście długo na nią nie musiałem czekać, chwile potem byłem już na swoim piętrze . Wychodząc z windy spoglądałem na telefon.
Nagle w kogoś uderzyłem .
- oo przepraszam nie chciałem. Zrobiło mi się głupio.
- A ty skąd wracasz o tej godzinie? Nie zorientowałem się że to była moja mama ,widocznie wracała z mojego pokoju nie zostając mnie tam.
- Musiałem coś załatwić. Uśmiechnąłem się drapiąc się w kark. 
Będę musiał powiedzieć prawdę ,przecież nie będę oszukiwała własnej matki .
 - Mamo muszę z tobą o czymś porozmawiać.
Justin nie strasz mnie. Stała przerażona wpatrzona we mnie.
- Ja i Cassie ,nie wiem jak ci to powiedzieć.
 - Co ty i Cassie, co ty jej zrobiłeś Justin!!
- Nic nie zrobiłem,na prawdę. Podniosłem ręce w obronie.
- To co się stało? westchnęła uspakajając się .
No bo ja.....
- Justin nie jesteś już dzieckiem ,o co chodzi z Cassie? Traciła lekko cierpliwość.
- Ja i Cassie jesteś razem, mam nadzieję ze nie masz nic przeciwko. Patrzyłem na swoją mamę,czekając na kazanie, byłem zdziwiony jedynie co dostałem to serie pytań:

- od kiedy jesteście razem,dlaczego mi szybciej nie powiedziałeś, czemu to ukrywałeś. Jesteś moim synem i miałeś taką tajemnice przede mną ? Stałem jak wryty ,nie nadążałem za mamą.
Stanąłem na wprost mojej mamy ,przytuliłem ją mocno mówiąc. :
 - Wiesz że cie kocham i twoje zdanie jest dla mnie bardzo ważne. Odsunąłem się i spojrzałem na mamę dalej mówiać:
- Proszę nie bądź na mnie zła, nie masz nic przeciwko temu że jestem z Cassie?! zapytałem bałem się odpowiedzi, bałem się że  nie zrozumie co czuje do Cass i każe mi to przerwać.Moja mama ciężko westchnęła.

- Nie Justin, nie mam nic przeciwko Cassie, lubię ją ,jest inna niż reszta dziewczyn.Mam nadzieje że oboje się nie skrzywdzicie. Kocham cię.

Mocno przytuliłem swoją mamę, mam najwspanialszą matkę na świecie.
- Justin puść, bo mnie udusisz. Zaczęła się śmiać
Wszystko było na dobrej drodze,najgorsze za mną - Mama tolerowała Cassie.

 - dobra teraz idź spać , ja też jestem zmęczona , jutro trzeba wcześnie wstać. Nakierowała mnie w stronę moich drzwi. Pocałowałem Pattie w policzek na dobranoc.

Pierwsze co zrobiłem wchodząc do pokoju- telefon i sms do Cassie.

- 'Słodkich snów skarbie' pewnie już śpi ale musiałem to zrobić,niech wie że o niej cały czas myślę. Po chwili mój telefon zaczął wibrować ,spojrzałem na niego ze zdziwieniem- Cassie jeszcze nie spała :

-' Ja również życzę tobie słodkich snów :* ' Uśmiechałem się jak głupi do sera ,Cassie mi odpisała. Warto było usłyszeć te wszystkie słowa z jej ust, miała prawo się bać, dzięki temu wiedziałem co czuje i czego się obawia. Sam się bałem co przyniesie nam jutro, ale dla niej zrobię wszystko, choć miał bym walczyć z całym światem.

15 minut później byłem już po prysznicu i leżałem łóżku -ziewałem i chciał mi się spać, ale co zamknąłem oczy widziałem Cassie - ' Justin idioto śpij bo nie wstaniesz,
Scooter znowu będzie na ciebie wściekły ' 
 




Cassie punkt widzenia :


Obudził mnie dźwięk telefonu, podniosłam głowę spoglądając na budzik- jeszcze wcześnie 'Dajcie mi jeszcze pospać ' opuściłam głowę z powrotem na poduszkę- stękając.
Telefon dzwonił i dzwonił ,wstałam wkurzona z łóżka, zaraz tej osobie wygarnę ,żeby mnie budzić o tej godzinie?  Spojrzałam na komórkę- nie znałam tego numeru,nie pewnie odebrałam:
- Halloo. Nagle  męski głos w słuchawce się odezwał :

- Czy to pani Cassie Wilde ,córka Ellen Wilde ?

 - Tak o co chodzi? Skąd on znał moja mamę.

- Mam dla pani przykrą wiadomość... Pani mama miała zawał, po długiej próbie reanimacji... zmarła -wyskoczyłam z łóżka na równe nogi, jeśli ktoś sobie robił żarty to to nie był śmieszne.

- Chyba sobie pan żartuje jeszcze 2 dni temu z nią rozmawiałam ,czuła się świetnie, musiał się pan pomylić -Nie dowierzałam w to co mówił.

- Pani mama ukrywała chorobę przed panią,
To nie możliwe,moja mama by przede mną tego nie ukrywała....łzy zaczęły mi napływać do oczu

- Jest pan tego pewien? - tak ,przykro mi.... -odpowiedział.
Stałam tak ,nie mogąc się ruszyć,moje serce zaczęło walić jak głupie-telefon wyślizgnął mi się z ręki upadając na podłogę -Głos w słuchawce nadal tam był...
Złapałam się za klatkę piersiową nie mogąc złapać tchu - to nie możliwe proszę ,to nie może być prawda nie moja mama...tylko nie ona. Czułam jak coś od środka mnie rozrywa, ten ból  jest nie do opisania. W ciągu kilku sekund mój świat runął jak zamek z piasku.

Nie wierzę, Boże czemu mi to zrobiłeś ,zabierasz mi wszystko co kocham ....co ja ci zrobiłam że tak mnie nienawidzisz -zaczęłam płakać . Moje kolana zrobiły się miękkie - upadłam na nie chowając twarz w rękach, coś w środku nie pozwoliło mi uwierzyć w śmierć matki, to nie mogła być prawda, jeśli to sen chcę się obudzić,chce usłyszeć jej głos ,tak bardzo chce ją usłyszeć.
 Niee - zaczęłam krzyczeń ,łapiąc się za głowę. Kołysałam się wypierając słowa które usłyszałam .
Chwyciłam zdjęcie rodziców z nocnej szafki, przydusiłam do piersi ,łzy zaczęły jeszcze bardziej wypełniać moje oczy.
Nic nie miało już dla mnie znaczenia...kompletnie nic. Wszystko co robiłam,to robiłam żeby rodzice byli ze mnie dumnie...teraz to nie miało znaczenia, zostałam całkiem sama....
Nie mam ochoty żyć,oddychać ,istnieć -Boże zabierz mnie do nich, zabierz mnie do mamy   i taty... czy ja o tak wiele proszę...nie chce tu zostać.
Miałam zamiar zasnąć i się nie obudzić,czułam się  jakby coś wyssało ze mnie całe życie.To tak cholernie bolało- czułam że oszaleje ...
Moje życie od samego początku nie było łatwe, próbowałam być silna dla nich ...teraz chciałam odejść,nie czuć już tego bólu.


  Telefon koło mojej nogi znowu zaczął dzwonić, chyba 50 raz , nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, jestem tak wściekła ,gniew wypełniał całe moje ciało- spojrzałam a niego z nienawiścią gdybym go nie odebrała....wzięłam telefon rzuciłam nim o ścianę- rozpadł się na kilka części.

 Położyłam się na podłogę kuląc nogi ,trzymałam mocno przy piersi zdjęcie rodziców.
Nagle zdałam sobie sprawę że nic nie będzie już takie same- moje życie, cały mój świat..przestał istnieć...wraz ze śmierci mamy- byłam sama-całkiem sama...

Nie wiedziałam ile czasu minęło, nadal leżałam na podłodze , wpatrując się w fotografie- nie miałam już sił płakać, po prostu leżałam....miałam dreszcze,nagle ogarnął mnie dziwny chłód a po chwili przyjemna ciemność...




***************************
A wydawałoby się że nic nie zakłóci szczęścia Cassie :/
dlaczego ona musi tak cierpieć.
Co się stało z Cassie ?
Czy pogodzi się ze śmiercią matki?
Justin gdzie jesteś...?

song :
Rihanna - Stay ft. Mikky Ekko
mam nadzieję że się podoba rozdział :)

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział tylko troche szkoda Cessie : (

    OdpowiedzUsuń